Czasy galicyjskie

Rozwój świadomości politycznej i narodowej chłopów

Zasadniczym warunkiem ukształtowania się świadomości narodowej w skali ogólnopolskiej była likwidacja różnic prawnych oraz zniesienie służebności na rzecz dworu. Zniesienie pańszczyzny w 1848 r., a później wprowadzenie autonomii i nadanie szeregu swobód obywatelskich nie przyniosły jednak radykalnej zmiany chłopskiej świadomości politycznej i narodowej. Historyczne doświadczenia utwierdzały chłopów w przekonaniu, że to cesarz jest obrońcą uciśnionego ludu. Jednak postępująca z czasem emancypacja wsi od dworu, migracje i oświata powodowały, że wśród chłopów zaczęło się rodzić przekonanie o przynależności do szerszej niż lokalna wspólnoty. Znaczną poprawę przyniosła dopiero działalność ruchu ludowego, który poprzez zakładanie placówek oświatowych, kółek rolniczych, kas pożyczkowych, popularyzację prasy ludowej wpłynął na wzrost chłopskiej świadomości narodowej i poczucia własnej wartości. Duże zasługi miał na tym polu Franciszek Magryś z Handzlówki. Od dłuższego czasu współpracował z ks. Stanisławem Stojałowskim i pobudzał okolicznych chłopów do działania. Gdy weszła w życie niekorzystna dla wsi ustawa drogowa, Magryś doszedł do wniosku, że rolnicy muszą wysunąć swojego kandydata do sejmu krajowego. Do tej roli wytypowano sekretarza rady powiatowej Bolesława Żardeckiego, którego wyborczym przeciwnikiem był ziemianin Kellerman z Kańczugi. „Żydzi, faktorzy Kielermana- relacjonuje Magryś- dawali wyborcom kartki na sągi osikowe, by na niego głosowali, a mnie i memu wójtowi, gdy zorjentowali się, że rej wodzimy, dawali po 130 złotych reńskich, byśmy agitowali na ich kandydata”. Handzlowski działacz namówił więc Wojciecha Gargałę, chłopa z Husowa, by krzyknął: „Chłopy, wstyd wam, będziecie głosować na drzewo osikowe”. Sposób okazał się skuteczny, bo Żardecki przeszedł, zaś Magryś z satysfakcją zanotował, że „pierwsiśmy z chłopów w całej Galicji pokazali, że potrafimy wybierać kandydatów po naszej myśli i naszej sprawie oddanych”. To zwycięstwo miało więc ogromne znaczenie moralne. Chłopi uwierzyli, że mają wpływ na politykę i to poczucie narastało. Rozwijający się ruch ludowy miał swoich zwolenników także w Husowie. Wśród nich był Jan Styś, ojciec późniejszego ekonomisty Wincentego. W 1910 r. był mężem zaufania z ramienia Stronnictwa Ludowego podczas pierwszych powszechnych i bezpośrednich wyborów do austriackiego parlamentu. W okręgu łańcucko-przeworskim w szranki stanęło dwóch kandydatów: książę Andrzej Lubomirski, reprezentujący konserwatystów oraz Jan Jachowicz ze Strażowa, wysunięty przez ludowców. We wsi zapanowała atmosfera walki politycznej, ponieważ księcia popierał ksiądz proboszcz i kierownik szkoły. By zrównoważyć ich wpływy Jan Styś chodził od chaty do chaty i przekonywał ludzi mówiąc: „Niechaj panowie głosują na pana, a my chłopi głosujmy na chłopa”. Husów poparł Jachowicza, jednak w okręgu zwyciężył Lubomirski. Mimo to ordynacja była tak skonstruowana, że obaj konkurenci znaleźli się w parlamencie.

Znakomitą okazją do zamanifestowania swoich uczuć narodowych była pięćsetna rocznica zwycięstwa grunwaldzkiego. Wiele miejscowości poszło za przykładem Krakowa i zorganizowało uroczyste obchody. Niektóre podłańcuckie wioski uczciły rocznicę ufundowaniem pomników Grunwaldu. Wśród nich znalazł się i Husów. Była to zasługa rodzącej się we wsi inteligencji, której przewodził Gabriel Leńczyk. Świadek odsłonięcia pomnika, Wincenty Styś wspomina, że w obchodach wzięła udział niemal cała ludność Husowa. „Ściągnięto płachty, ksiądz odmówił modlitwę i dokonał aktu poświęcenia, po czym na mównicę wszedł Gabriel Leńczyk i wygłosił dość długie przemówienie o łotrostwach Krzyżaków i pogromie, który ich spotkał z rąk Polaków i Litwinów na polach Grunwaldu”. Czy chłopi uczestniczyli w wyżej opisanych obchodach świadomie, czy też po prostu z ciekawości, trudno orzec. Twierdzenie, że ówcześni chłopi pałali gorącym patriotyzmem byłoby zbyt daleko idącym. Niemniej jednak w porównaniu z okresem wcześniejszym nastąpił wyraźny postęp. Chłop zaczął bowiem utożsamiać się ze szlachecką przeszłością Polski. Niemała w tym zasługa nauczycieli, księży i działaczy społecznych. W husowskiej szkole „nauczycielstwo czyniło co mogło dla budzenia ducha narodowego przez pieśni, urządzanie przedstawień itp., ale musiało to robić ostrożnie i z umiarkowaniem, by się nie narazić policji austriackiej”- wspomina szkolne lata Styś. Nic więc dziwnego, że pierwszą broszurę z krótkim zarysem dziejów Polski otrzymał dopiero od działaczy Ligi Pomocy Przemysłowej, którzy przebywali w Husowie w roku 1912. „Po długich medytacjach-pisze o budzeniu swej świadomości narodowej Styś- doszedłem do wniosku, że jestem chyba Polakiem, a ci książęta i królowie, o których informuje ilustrowana broszura, to władcy moich przodków”. Jak więc widać polskość wdzierała się do Husowa różnymi kanałami. Wieś wkraczała w nowy etap historii świadoma swej przynależności narodowej i społecznej, a powstanie państwa polskiego umocniło ten stan rzeczy. Trudności gospodarcze młodej Rzeczypospolitej przyniosły jednocześnie wiele rozczarowań.