Historia

 

Powstanie zorganizowanej grupy mieszkańców Husowa, której celem było ratowanie dobytku i życia ludzkiego od ognia, należy datować na 8 września 1929 roku. W czasie tym istniały już, posiadające kilkuletnie doświadczenie, straże pożarne w sąsiedniej Sieteszy, Markowej oraz w Handzlówce. To właśnie za namową strażaków z Handzlówki w dniu tym grupa husowskich gospodarzy postanowiła założyć straż ogniową. Nie zachowały się żadne zapiski z tamtych lat, niemniej jednak na podstawie, jakby w ostatniej chwili uchwyconych od zapomnienia, wspomnień wiekowych mieszkańców Husowa, a szczególnie żyjących jeszcze wtedy dwóch założycieli straży – panów Jana Abrama (ur.1904, zm. 1996) i Waleriana Stysia (ur.1909) oraz panów Aleksandra Leńczyka (ur.1915, zm. 1997), Józefa Hawro (ur.1918, zm. 2000), Andrzeja Kuchy (ur.1920) i pani Pauliny Rak (ur.1909 zm. 2000) udało się, aczkolwiek niewiele, spisać w kronice strażackiej założonej w 1994 roku – w 65 rocznicę powstania OSP w Husowie – przez sekretarza OSP Kazimierza Przybylaka.

W dniu 8 września 1929 roku na Matkę Boską Siewną, po sumie, odbyło się zebranie wiejskie. Na zebraniu byli zaproszeni przez ówczesnego wójta Władysława Sochę trzej umundurowani strażacy z Handzlówki. Opowiadali o zadaniach i pożytku z utworzenia zorganizowanej grupy ludzi do samoobrony przed pożarami, o możliwości zakupu sprzętu gaśniczego oraz o wzajemnej pomocy. Skutek był właściwy. Tuż po zebraniu, a może w toku, założono Straż Ogniową w Husowie w sile 17 obywateli pod wodzą wójta wsi Władysława Sochy. Strażacy założyciele to: Jan Abram, Stanisław Bar, Paweł Boratyn, Henryk Ferenc, Ferdynand Hawro, Jan Hawro, Władysław Hawro, Józef Homenda, Stanisław Jeżowski, Jakub Kontek, Jan Styś, Walerian Styś, Władysław Styś, Ludwik Socha, Władysław Socha, Jan Wrona i Józef Wrona.

Rok później brać strażacka liczyła ponad drugie tyle członków, a dorobek z początku lat trzydziestych był niesamowity. Pełne umundurowanie galowe z pięknymi hełmami – służącymi strażakom do dziś, ręczna sikawka, którą posługiwano się przez 30 lat, parokonna furmanka do transportu sprzętu, węży i sikawki. Husowską straż pożarną z tego okresu przedstawiają Ryciny 1 i 2.

Ryc. 1. Strażacy husowscy po rezurekcji w 1932 roku. ( Na zdjęciu chłopcy od lewej: Flejszar Józef, NN, Rak Andrzej, Hawro Józef. Siedzą od lewej: Leńczyk Władysław, Wrona Jan, Ferenc Henryk, Błaszkiewicz Ignacy-kierownik szkoły, Styś Jan-naczelnik, Leńczyk Kazimierz, Homenda Kazimierz, Hawro Stanisław, Kontek Jakub, Boratyn Paweł. Stoją: Socha Ludwik, Szal Walerian, Lichota Stanisław, Jeżowski Stanisław, Abram Jan, Poznański Adam. Stoją pod ścianą kościoła: Styś Wojciech, Socha Władysław, Kucha Wacław, Socha Franciszek, Hawro Walerian, Bembenik Ludwik )

Ryc. 2. Strażacy husowscy po mszy dziękczynnej z okazji 5-lecia działalności. ( Na zdjęciu siedzą od lewej: Socha Franciszek, Homenda Józef, Gargała Stanisław-trębacz, Lichota Marian, Nycz Władysław. W drugim rzędzie siedzą: Rak Stanisław, Kucha Wacław, Szal Paweł, Homenda Władysław-naczelnik, Flejszar Franciszek-wójt, Hawro Stanisław, Styś Władysław, Pelc Józef, Styś Władysław. Stoją: Roman Andrzej, Styś Antoni, Bar Jan, Perec Walenty, Styś Feliks, Bachnacki Władysław, Bembenik Ludwik, NN, Lichota Wacław. Stoją w ostatnim rzędzie: Bar Władysław, Rak Józef, Wrona Feliks, Słota Bonifacy, Jarosz Jan, Kontek Jakub, Kuźniar Grzegorz, Lichota Stanisław, Szal Walerian, NN, Styś Walerian, Nycz Zygmunt.

W roku 1932 obok Domu Ludowego strażacy wybudowali remizę. Był to drewniany barak z dwoma pomieszczeniami. W jednym z nich była maleńka dyżurka, zaś drugie, znacznie obszerniejsze, służyło do przechowywania furmanki i sprzętu gaśniczego oraz stanowiło stajnię dla dyżurnej pary koni. Na każdą noc wyznaczano gospodarza i zaprzęg z parą koni do obsługi furmanki. W ciągu dnia pełniący dyżur przebywali we własnych gospodarstwach utrzymując pełną gotowość do posługi końmi – na tzw. zawołanie. Z biegiem czasu ograniczono tę służbę do gospodarstw z okolic remizy w zamian za ulgi podatkowe, bądź przywileje w nabywaniu drewna z wiejskiego lasu. W 1935 roku strażacy dorobili się zgrabnego fajetonu – wozu na resorach do transportu sikawki oraz sprzętu gaśniczego. Jak podaje profesor Styś w jednej ze swych publikacji, w roku tym straż husowska skupiała w swych szeregach ponad 80 osób.

Brak jest jakichkolwiek danych na temat akcji gaśniczych. Występowanie pożarów z pewnością nie należało do rzadkości, skoro gromadzono i usprawniano sprzęt oraz zwiększano stan liczebny strażaków ochotników.

Lata okupacji spowodowały rozbrat w szeregach stowarzyszenia, zmiany we władzach i wiele niejasności dotyczących funkcjonowania stowarzyszenia. Tuż po wojnie nastąpiła wielka czystka w szeregach organizacji. W 1946 roku stan liczebny członków to zaledwie 24 strażaków, z czego ponad połowa to nowe twarze. W tę nieliczną grupę wstąpił nowy duch działania.

Od tego roku zaczęto używać nazwy „Ochotnicza Straż Pożarna w Husowie”, przyjęto Statut oraz wybrano Zarząd, w skład, którego wchodzili: prezes, naczelnik, gospodarz, skarbnik i sekretarz. Na prezesa Zarządu wybrano Władysława Stysia, a naczelnikiem – odpowiedzialnym za sprawy bojowe – został wybrany Jan Kłak, jednak nie na długo, bo niebawem tę odpowiedzialną funkcję na długie lata powierzono Józefowi Wronie.

Jak okazało się po latach, zarówno Władysław Styś jak i Józef Wrona stali się opatrznościowymi mężami w dalszym rozwoju pożarnictwa na husowskiej ziemi. To dzięki ich ambicjom i uporowi strażacy realizowali wiele zadań służących całej społeczności.

W roku 1947 strażacy otrzymali skrawek ziemi naprzeciwko mleczarni, na której wznieśli drewnianą remizę, ale skrycie myśleli o tym, żeby wybudować murowaną. Za budulec posłużyły materiały z rozbieranych podworskich stajni. Na taką chwilę trzeba było długo czekać. Dzięki staraniom naczelnika Józefa Wrony w 1950 roku strażacy dostali drabinę Szczerbowskiego, nowe węże ssawne i tłoczne do sikawki oraz prądownicę (Ryc. 3).

Ryc. 1. Strażacy husowscy po rezurekcji w 1932 roku. ( Na zdjęciu chłopcy od lewej: Flejszar Józef, NN, Rak Andrzej, Hawro Józef. Siedzą od lewej: Leńczyk Władysław, Wrona Jan, Ferenc Henryk, Błaszkiewicz Ignacy-kierownik szkoły, Styś Jan-naczelnik, Leńczyk Kazimierz, Homenda Kazimierz, Hawro Stanisław, Kontek Jakub, Boratyn Paweł. Stoją: Socha Ludwik, Szal Walerian, Lichota Stanisław, Jeżowski Stanisław, Abram Jan, Poznański Adam. Stoją pod ścianą kościoła: Styś Wojciech, Socha Władysław, Kucha Wacław, Socha Franciszek, Hawro Walerian, Bembenik Ludwik )

Strażacy ubiegali się u władz powiatowych o otrzymanie motopompy, jednak bezskutecznie, gdyż warunkiem jej uzyskania było posiadanie murowanej remizy. Powstała, więc koncepcja budowy remizy z prawdziwego zdarzenia. Fakt sporządzania planów inwestycyjnych oraz gromadzenia materiałów budowlanych spowodował, że w 1960 roku strażacy otrzymali z Komendy Powiatowej PSP w Łańcucie motopompę PO-3 oraz uzyskali obietnicę otrzymania samochodu strażackiego. Późną jesienią w 1963 roku ruszyła budowa remizy. W pracach przy budowie brali udział wszyscy mieszkańcy, a nawet młodzież szkolna, jednak brak środków finansowych rozwlekł działania w czasie. W 1965 roku ukończono prace na etapie tzw. stanu surowego (Ryc. 4). W obiekcie zaplanowano garaż na samochód z kanałem naprawczym, suszarnię na węże, dyżurkę i sporą, jak na tamte czasy, świetlicę. Przedstawiciele władz powiatowych pytali prezesa Władysława Stysia i sołtysa Józefa Fajgra, – „Po co taki duży budynek, skoro biedujecie z funduszami?”, a oni im na to odpowiadali – „Wszystko się przyda, a i mało może się okazać, bo samochód strażacki mieć musimy, a może i orkiestra dęta kiedyś będzie.”

Budowę remizy ukończono w 1967 roku. Nie sposób w tym miejscu ominąć zasług najaktywniejszych w tym dziele strażaków: Władysława Stysia, Waleriana Kontka, Władysława Maca, Józefa Bloka, Stanisława Wrony, (który, pomimo, że opuścił rodzinne strony osiedlając się w Wysokiej to do tej pory wspomaga rzeczowo i finansowo naszą organizację), sołtysa Józefa Fajgra oraz pana Jana Chudzika, który gratisowo świadczył usługi tartaczne na całość budulca.

W roku 1968 OSP dostała samochód strażacki marki „Dodge”. Przedstawiciele powiatowych władz PZPR postawili warunek – samochód za odstąpienie od asysty przy Grobie Pańskim w okresie Świąt Wielkanocnych. Oczywiście warunek został zbagatelizowany. Strażacy jak zwykle, odkąd powstała formacja, chętnie uświetniali uroczystości Triduum Paschalnego, a po rezurekcji popisywali się paradą i prezentacją jednostki. Stało się to niemal obowiązkiem pielęgnowanym po dziś dzień. Władzom partyjnym udało się skutecznie zastraszyć strażaków z Markowej i Tarnawki. W Husowie zakazu nie przyjęto. W 1967 tuż po świętach nastąpiły szykany. Prześladowanie dotyczyło  głównie prezesa Władysława Stysia i naczelnika Józefa Wrony. Naczelnikowi groziła utrata pracy zawodowej. W następnych latach szykany nie ustały. Wezwania, przesłuchania, zastraszanie, grożenie spowodowały, że w marcu 1972 Władysław Styś zrezygnował z funkcji prezesa Zarządu. Józef Wrona pozostał nieugięty. Wprawdzie na jakiś czas stracił pracę, ale niebawem w tym samym zakładzie zatrudniono go na znacznie korzystniejszym stanowisku pracy. Kolejnym działaniem partyjnych władz było odebranie i zniszczenie samochodu strażackiego. Niedługo, więc strażacy cieszyli się pojazdem. Po Świętach Wielkanocnych w 1973 roku polecono dostarczyć samochód do Komendy Powiatowej PSP w Łańcucie w celu dokonania okresowego przeglądu technicznego. W ustalonym dniu odbioru pojazdu mechanik – kierowca Jan Wojciechowski oraz naczelnik Józef Wrona zostali poinformowani, że pojazdu nie zakwalifikowano do dalszej eksploatacji, a więc został złomowany. To była oczywista zemsta PZPR za kontynuowanie tradycji Straży Grobowej. Jaś Wojciechowski na złomowisku znalazł kawałek drzwi z napisem „OSP HUSÓW” i z taką pamiątką powrócili do Husowa autobusem. No cóż, znowu trzeba było na parę lat wrócić do furmanki i konnych zaprzęgów.

W roku 1968 założono Strażacką Orkiestrę Dętą (Ryc. 5).

Ze składek mieszkańców Husowa zakupiono instrumenty: 4 klarnety, 4 alty, 4 kornety, 2 barytony, 2 tenory, 2 basy, bęben marszowy, czynele i 2 werble. Kapelmistrzem został pan Walerian Florian z Łańcuta. Pomimo wielu sukcesów muzycznych orkiestra przetrwała do 1979 roku, a głównym powodem załamania był brak kapelmistrza.

 

 

W roku 1976 strażacy pozyskali, na zasadzie przesunięć sprzętowych, samochód strażacki Star – 25 typu GBM. Przyjęli go jednak bez zbytniego entuzjazmu. Kolejne lata można uznać za okres mizernej wegetacji. Były momenty, że zebranie walne trzeba było zwoływać powtórnie, bo nie było wymaganego statutem quorum. Na początku lat 80-tych pojawiła się możliwość rozbudowy remizy. W planach budżetowych gminy na rok 1984 umieszczono rozbudowę, a więc można było liczyć na uzyskanie sporych środków finansowych. Rozbudowę prowadzono systemem gospodarczym, to znaczy,  przy znaczącym wkładzie czynu społecznego. W ramach tego czynu strażacy zbudowali ujęcie wody, dowieźli materiały budowlane, wykonali roboty ręczne w wykopach oraz skonstruowali ławy fundamentowe. Tym razem obyło się bez zaangażowania miejscowego społeczeństwa, a i wśród strażaków z pracą bywało różnie. Byli jednak niezawodni zapaleńcy, a wśród nich: Julian Hawro, Andrzej Podolec, Jan Mac, Tadeusz Socha, Andrzej Leniar, Wiesław Mac, Józef Blok i Zdzisław Kielar.

Rozbudowa remizy wlokła się niemiłosiernie. Po sześciu latach w 1990 roku ukończono tzw. stan surowy, ale brakowało funduszy na dalsze prace. Na fali przemian społeczno-politycznych nastąpiła zmiana na stanowisku wójta gminy i stanowisko to objął Edward Krauz – strażak i orkiestrant. Zwiększono dotacje na prace wykończeniowe, a i wśród strażaków obudził się większy zapał do pracy niż dotychczas. Znaczną pomoc rzeczową zaoferowała miejscowa Kopalnia Nafty i Gazu. Zaistniała też możliwość zdobycia samochodu Star 200 i karosowania go pod potrzeby straży pożarnej.

Lata 90-te to najwspanialszy okres rozwoju Stowarzyszenia. Wydarzenia zasługujące na podkreślenie mnożyły się jak przysłowiowe grzyby po deszczu. Nie bez przesady na jednym z walnych zebrań Z-ca Komendanta Wojewódzkiej PSP w Rzeszowie st. brygadier Jan Ciba oceniając nas powiedział: „Niesamowite! Waszą działalnością można by obdzielić kilka stowarzyszeń strażackich w rejonie. Uważam was za najlepszych. Oby starczyło wam sił na długo.” Rozbudowa remizy była na ukończeniu. Oddanie jej do użytku zaplanowano na wrzesień 1994 roku, w którym jednocześnie przypadał jubileusz 65-lecia OSP w Husowie. W czerwcu 1993 roku miał miejsce pożar w gospodarstwie pana Zygmunta Podolca. Nasz samochód nie dotarł na miejsce zdarzenia, po prostu nie pokonał niewielkiego wzniesienia. Strażacy przenieśli sprzęt, rozwinęli linię gaśniczą czerpiąc wodę z miejscowego potoku. Po kilku minutach akcji zepsuła się motopompa. Pomoc ościennych jednostek nadeszła zbyt późno. Ogień strawił całość drewnianych zabudowań, dobytek i inwentarz żywy. Z miejsca akcji samochód holowano traktorem. Po 10 dniach rozegrała się kolejna tragedia, tym razem w gospodarstwie pana Stanisława Kłuska. Strażacy udali się na akcję pieszo. I znowu okazało się, że pomoc sąsiednich straży przybyła za późno. Co czynić? Zapadła decyzja o niezwłocznym zakupie samochodu. Przychylność władz związku OSP, władz gminnych oraz pomoc finansowa z Kopalni Nafty i Gazu dały nadzieję na odmianę losu. Strażacy kupili samochód Star – 244 (w dość dobrym stanie) i w celu karosażu oddali go do specjalnego zakładu w Osinach. Sprawą karosażu z wielkim oddaniem zajął się naczelnik Julian Hawro. Istniała nadzieja, że w dniu jubileuszu będzie można oddać do użytku i remizę i samochód z prawdziwego zdarzenia. Niebawem te nadzieje się ziściły (Ryc. 6).

W dniu 11 września 1994 roku proboszcz Parafii ks. Zbigniew Ryżowicz poświęcił piękny, funkcjonalny obiekt, a następnie samochód wyposażony w autopompę, zbiornik z wodą, a przede wszystkim posiadający dwa napędy zapewniające większą niezawodność w naszym podgórskim terenie. Delegacje z sąsiednich jednostek OSP nie ukrywały na twarzach nuty zazdrości podziwiając pojazd i jego wyposażenie. Perfekcyjnie przygotowana uroczystość pozostała na długo w pamięci uczestników, zwłaszcza byłych strażaków i tych, którzy w jakikolwiek sposób przyczynili się do rozwoju tej organizacji.

Miłą niespodzianką dla strażaków był wkład pieniężny w kwocie 36,5 mln zł pochodzący ze zbiórki mieszkańców Husowa na karosaż samochodu. Były strażak Edward Homenda odnalazł i odnowił zapomnianą, a jakże wysłużoną starą sikawkę, przy pomocy, której przez wiele lat strażacy skutecznie walczyli z czerwonym kurem. Znalazło się dla niej zaszczytne miejsce na frontonie obiektu, gdzie po odpowiednim zakonserwowaniu zamocowano ją na stałe. Może za parę lat młodzież nie bardzo będzie kojarzyć jej rolę z ratowaniem życia i mienia.

Rodak husowski pan Kazimierz Hawro w 1995 roku sprezentował strażakom okazałą  figurkę św. Floriana wraz z projektem budowy kapliczki. Za punkt honoru strażacy uznali konieczność wybudowania kapliczki – w podzięce za opatrzność i opiekę, za szczęśliwe powroty z wielu nader skomplikowanych i niebezpiecznych akcji. Największe zasługi przy jej budowie należą się naczelnikowi Julianowi Hawro oraz ówczesnemu przewodniczącemu Komisji Rewizyjnej Henrykowi Leńczykowi, głównemu majstrowi. Szkoda, że Julian w przeddzień poświęcenia kapliczki uległ wypadkowi podczas prac wykończeniowych i porządkowych wokół remizy.

Poświęcenie kapliczki św. Floriana odbyło się 10 maja w 1998 roku. W tym dniu drugim powodem do dumy było poświęcenie i oddanie do użytku lekkiego pojazdu strażackiego GLM. Poświęcenia dokonał ks. proboszcz Zbigniew Ryżowicz. W zdobyciu auta zasłużyli się – skarbnik Andrzej Leniar i prezes zarządu Andrzej Podolec. Wyrazy wdzięczności należą się panu Janowi Szumlańskiemu, kierownikowi Ośrodka Kopalń w Łańcucie Sanockiego Zakładu Górnictwa Nafty i Gazu, który nie dość, że pomógł w pozyskaniu auta, to jeszcze spowodował nieodpłatne przygotowanie go do zadań strażackich, łącznie z pomalowaniem na czerwony kolor. Był to ważny moment w życiu husowskiej OSP, ponieważ posiadanie dwóch pojazdów nadało prawo do ubiegania się o włączenie jej do Krajowego Systemu Ratownictwa Gaśniczego. I tak się stało, a z faktem tym wiąże się szereg przywilejów i dodatkowe środki finansowe na utrzymanie jednostki.

Z uciułanych przez lata groszy strażacy kupili budynki po byłym Kółku Rolniczym na działce tuż za Remizą. Stojący na niej budynek zaadaptowano na drugi garaż i dodatkową świetlicę do zadań szkoleniowych, a resztę budynków rozebrano. Uporządkowanie placu, niwelacja terenu, rozbiórka zbędnych obiektów, utwardzenie placu manewrowego – to zadania, które strażacy wykonali w czynie społecznym.

Prezes Zarządu Andrzej Podolec z maniackim uporem dążył do reaktywowania Orkiestry Dętej. Dwadzieścia lat temu wypożyczono instrumenty orkiestrze z Wysokiej, w której, nawiasem mówiąc, grało wielu husowskich instrumentalistów. W zamian za to Orkiestra ta uświetniała swoimi koncertami wiele imprez świeckich i kościelnych organizowanych w Husowie.

W listopadzie 1995 roku sekretarz OSP Kazimierz Przybylak podjął się nauczania gry na instrumentach dętych. Chętnych do grania było więcej niż instrumentów. W dniu 8 grudnia tegoż roku Wysoczanie oddali instrumenty, jednak prawie wszystkie nadawały się najpierw do remontu, a później dopiero do grania. Początkiem lutego 1996 roku instrumenty wyglądające jak nowe trafiły do rąk przyszłych muzyków. Koniec z klaskaniem w dłonie. Czytanie z nut i rytmikę opanowano do perfekcji. Pozostała już tylko nauka zadęcia i palcówka, ale przy takim zapale do gry arkany sztuki zostały pojęte w mig. Przed zarządem stanął nie lada problem – należało dokupić instrumentów, a pieniędzy w kasie na ten cel nie było. W Poniedziałek Wielkanocny, z nieukrywaną tremą, podczas mszy św. odprawianej za zmarłych członków OSP, Strażacka Orkiestra Dęta w Husowie zadebiutowała wykonując 3 pieśni religijne. Obecnie orkiestra, stale pod patronatem OSP, powiększyła skład osobowy do około 30 instrumentalistów, posiada bogaty repertuar utworów na każdą okazję i coraz częściej sięga po czołowe lokaty na przeglądach i konkursach. W 2007 roku wydała płytę z przepięknym nagraniem kolęd i pastorałek w wykonaniu wokalno – instrumentalnym. Pokuszono się również o strażacką kapelę podwórkową. To również zasługa prezesa Andrzeja Podolca. Kapela przyjęła nazwę „Fajermany” i pod tą nazwą występowała od 2001 do 2005 roku prezentując skoczne i miłe dla ucha szlagiery dawnych lat.

Nadszedł jubileuszowy rok 1999, na który przypadało 70-lecie działalności strażaków ochotników na husowskiej ziemi. Uroczystość odbyła się w dniu 9 maja, a jej główną ceremonią było poświęcenie i wręczenie sztandaru ufundowanego przez wójta gminy i miejscowe społeczeństwo. Poświęcenia sztandaru, w czasie uroczystej koncelebry, dokonał ks. proboszcz Zbigniew Ryżowicz w asyście księży husowskich Mariana Wrony i Franciszka Kwolka. Sztandar do poświęcenia prezentowali zasłużeni druhowie – Józef Wrona – były naczelnik oraz Władysław Mac i Jan Mac – byli prezesi zarządu. Ceremonia wręczenia odbyła się przed remizą w obecności niespotykanej rzeszy mieszkańców i przybyłych na tę uroczystość rodaków, a także strażaków i mieszkańców okolicznych miejscowości. Po odczytaniu aktu nadania, z rąk wójta gminy Zbigniewa Kuźniara, sztandar przyjął prezes Zarządu Andrzej Podolec. Zapewnił w imieniu strażaków, że honoru sztandaru nie splamią, a ich służba była i będzie zgodna z napisem na sztandarze: BOGU NA CHWAŁĘ – LUDZIOM NA POŻYTEK.

Niedługo trzeba było czekać na sprawdzian. Lato 2001 roku. Powódź w okolicach Sandomierza. Drużyny ratownicze ochotniczo wyjechały ze sprzętem do pomocy w czasie klęski i do usuwania skutków powodzi. Pozostali ofiarnie zorganizowali zbiórkę darów żywnościowych, odzieży oraz paszy i ściółki dla bydła. Do akcji włączyły się sąsiednie straże. Do poszkodowanych gmin Gorzyce i Trześń wysłano ponad 6 ton towarów żywnościowych oraz siedemnaście samochodów ciężarowych z przyczepami – ze słomą i sianem.

Lata obecne to głównie podnoszenie kwalifikacji, dozbrojenie w sprzęt specjalistyczny i zapewnienie stałej gotowości do działań ratowniczo – gaśniczych. Strażacy posiadają pełne umundurowanie wyjściowe i koszarowe z elementami specjalnej ochrony osobistej. Pojazdy posiadają nowoczesną łączność radiową, tzw. wywołanie selektywne. Ważniejszy sprzęt to dwie motopompy, zapasowe komplety węży ssawnych i tłocznych, prądownice o różnym zastosowaniu, pompa szlamowa, sprzęt oświetleniowy do działań w nocy, zestaw do pomocy przedmedycznej, spalinowa piła do drewna, tłumice, siekierołom i kompletne wyposażenie standardowe pojazdów.

Członkowie drużyn ratowniczo – gaśniczych posiadają stale aktualizowane badania lekarskie, podnoszą kwalifikacje na kursach okresowych i specjalistycznych dorównując fachowością i sprawnością działania strażakom zawodowym. Różnica jest tylko w tym, że nasi robią wszystko społecznie – Bogu na chwałę i ludziom na pożytek.

Na chwilę obecną Ochotnicza Straż Pożarna w Husowie liczy 66 członków, a od 2006 do 2010 roku, traktując to jako wolę Bożą, funkcje kierownicze sprawowali:

Prezes Zarządu – Andrzej Leniar, były długoletni skarbnik;

Zastępca prezesa Zarządu i kierownik Orkiestry Dętej – Andrzej Podolec, były gospodarz, a od lipca 1993 do stycznia 2006 prezes Zarządu;

Naczelnik – Tadeusz Socha;

Zastępca naczelnika – Waldemar Mac;

Skarbnik – Witold Rak;

Gospodarz – Janusz Bembenik;

Sekretarz – Sławomir Preis;

Kronikarz – Kazimierz Przybylak, były sekretarz i kronikarz w latach 1991 – 2006;

Członek Zarządu – Andrzej Hawro.

Tak by to pokrótce przedstawiała się, prawie osiemdziesięcioletnia historia małej garstki mieszkańców Husowa, którzy chociaż w zmiennym składzie osobowym, to zawsze w tym samym celu, jednoczyli się, gromadzili mienie dla następców, szkolili się i zawsze byli gotowi bezinteresownie, niekiedy z narażeniem własnego zdrowia i życia, nieść pomoc tym, co musieli zasmakować goryczy klęski zdarzeń losowych.

Na mocy wyborów na walnym zebraniu sprawozdawczo – wyborczym w dniu 19 lutego 2011 roku skład Zarządu OSP w Husowie przedstawia się następująco:

Prezes – Andrzej Leniar

Naczelnik i Z-ca prezesa – Tadeusz Socha

Z-ca prezesa ds. kulturalnych – Andrzej Podolec

Z-ca naczelnika – Waldemar Mac

Skarbnik – Witold Rak

Gospodarz – Janusz Bembenik

Sekretarz – Grzegorz Wrona

Członek Zarządu – Andrzej Hawro

Członek Zarządu – Sławomir Preis